Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Byki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Byki. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 sierpnia 2013

Pluralia Tantum

Poczta na WP już od dawna męczy mnie przeokrutnie swoim spamem. Ale przynajmniej tytuły spam-maili bywają dość przemyślane i przykuwające uwagę. Ostatnio nawet przykuły moją uwagę bykiem ;)





Perfumy bowiem, jak spodnie i okulary i drzwi i obcęgi i skrzypce i majtki, nie mają liczby pojedynczej. Wszystkie te słowa należą do tajemniczo brzmiącej kategorii "pluralia tantum". Tutaj ciekawie o tym, dlaczego z perfumami jest jak jest: Są wyłącznie perfumy

(Lody to też pluralia tantum! Chyba, że no... hmm... ;) )

niedziela, 16 czerwca 2013

Karimata z opieki

Ostatnio pisałam trochę oszczędniej, bo pochłonęła mnie w całości praca nad magisterką - właśnie dopieszczam 70-tą stronę :) - i różne inne projekty. Ale opłaciło się i dostałam się na warsztaty organizowane w ramach Festiwalu Literaturomanie!

Warsztaty z Justyną Bargielską

A na deser zdjęcie, które przeczy przepowiedniom, jakoby tłumacze angielskiego mieli w przyszłości wyginąć z braku zapotrzebowania na nich. Google Translate w swojej najlepszej postaci. :) Ulotka informacyjna na karimacie:


środa, 15 maja 2013

Na książki zawsze jest sezon

Dostałam właśnie dwa zaproszenia na grilla. W tym samym dniu. O tej samej godzinie. W bardzo oddalonych od siebie miejscach. Co robić? Jak żyć?

Niniejszym sezon grillowy uważam za otwarty!

A jakby jutro nie było dość atrakcji, to w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Josepha Conrada w Gdańsku (Manhattan) jest spotkanie z Jerzym Szyłakiem. Profesor, znawca komiksu, a przede wszystkim autor książek o teorii i historii komiksu i scenarzysta komiksowy opowie o swojej najnowszej publikacji.

Spotkanie jest o 17:00. Widzimy się na miejscu!

piątek, 19 kwietnia 2013

Nachaluksy

Wygląda na to, że po wielu latach, do smętnie małego grona moich ulubionych reportażystów, składającego się z jednego autora – tak, tak, Mariusza Szczygła – dołączy ktoś nowy. Nareszcie! (o tym dlaczego dla zasady nie czytam już Hugo-Badera, opowiem innym razem)

Filipem Springerem jestem oczarowana. Jego „Źle urodzone. Reportaże o architekturze PRL” dopiero zaczęłam czytać, ale słuchając go na spotkaniu, wiem już, że będzie warto. Teraz z niecierpliwością czekam tylko aż „Zaczyn” się wydrukuje i Springer znów nawiedzi Trójmiasto.

Nikogo nie zaskoczę, pisząc, że można być dobrym pisarzem, ale kiepskim mówcą. Że można popełnić wielkie dzieło, ale nie umieć go sprzedać. Springer nie dość, że tworzy świetne reportaże, to jeszcze opowiada o nich hipnotyzująco. Nic dziwnego, że sala Teatru na Plaży była wypełniona po brzegi.

Zachęcam wszystkich gorąco, żeby wybrali się ze mną na następne spotkanie. Jeszcze nie znam daty, trzeba będzie poczekać na premierę jego nowej książki, ale o wszystkim z radością będę Was informować na blogu. Nie trzeba być fanem architektury, zwłaszcza, że trudno być fanem tej PRL-owskiej ;) (o tym, dlaczego nie trzeba jej kochać, Springer pisze w swojej książce).

No. To pierwsze spotkanie ze znanym pisarzem bardzo udane, a dziś kolejny dowód na to, że warto czytać książki. Buty nachaluksy :)

sobota, 13 kwietnia 2013

I cóż, że ze Szwecji

Po świętach zostało już tylko wspomnienie i resztki potraw oraz produktów z długą datą ważności. Ja np. natrafiłam na resztki kupionego (sic! ja naprawdę nie umiem gotować ani nawet piec) ciasta. Ciastu, a raczej etykiecie przyjrzałam się z troską, „dojeść” czy „wyrzucić”, i dzięki temu przeczytałam skład, a tam…
Ale o tym zaraz.

Od paru dni zmagam się z recenzją książki. Dzisiaj w końcu przysiadłam do tego na dobre, ale wciąż mam straszne opory, zgodnie z zasadą, że jak nie można powiedzieć nic dobrego, lepiej przemilczeć. Nie chcę być Tomaszem Raczkiem literatury…

Z drugiej strony, jak dużo recenzent może nakłamać w jednym tekście?

Zastanówcie się, bo ciekawią mnie Wasze opinie. :) Tymczasem ja wracam do tej niezręcznej recenzji książki, do której korektor ewidentnie nie miał dostępu. Nie będę tu dokumentować wszystkich kwiatków stylistycznych i gramatycznych, jakie znalazły się w książce, raz że powieść ma 448 stron, dwa – naprawdę ze wszelkich sił staram się być miła dla wydawnictwa, od którego dostaję książkę.

(Aczkolwiek „wracaj z powrotem”, mylenie dopełniacza z biernikiem, i parę literówek zasługiwałoby może, żeby o tym wspomnieć. Chyba będę musiała kiedyś o tym więcej napisać. ;) )

Jak pomyślę, jak z tego niefortunnego zadania wybrnąć i skończę wreszcie pisanie, pochwalę się efektem – a nuż przyda się komuś, kto stoi na początku recenzenckiej drogi. Może też ktoś tutaj mi doradzi jak łagodnie zwrócić uwagę wydawnictwu, że korektor to jest jednak fajna i przydatna sprawa :)

Dosyć gadania, czas na zdjęcie!